KOBIECYM OKIEM: O (byle)JAKOŚCI

„Najważniejszy tej jesieni – modny płaszcz” – taki nagłówek wstrzelił się w moje oczy podczas przeglądania jednego ze znanych portali modowych. Na wylot przebił moje myśli i odrobinę mną wstrząsnął. JESIENNY PŁASZCZ – temat nadzwyczaj aktualny zawsze o tej porze roku. Ale czy najważniejszy? Kiedy ciepłe podmuchy powietrza zastępuje przeszywający wiatr, a liście zaczynają mienić się na tysiące kolorów, czas ruszyć po okrycie, które zapewni nam komfort termiczny – przynajmniej ten zewnętrzny. Wybrałam się. Zdobyć ten oto jeden jedyny, a wyprawa okazała się… totalną porażką. Czasem wstyd mi za słowo MODNY. Wędruję od sklepu do sklepu i oczywiście znajduję „modne” pudełkowe formy, trencze oraz te „o męskim kroju”.

Mam wrażenie, ze najnowsze jesienno-zimowe kolekcje są szyte na „miarę naszych czasów”. Co chwilę pojawiają się nowe kroje, modele – coby zapewnić ludziom maksymalne (i złudne?) poczucie wolności wyboru, a jednocześnie braku odpowiedzialności za posiadanie go – bo przecież wszystko jest pod ręką i w każdej chwili za niewielkie pieniądze „do wymiany lub reklamacji”. I niby ta wolność istnieje, a w parze z nią, łeb w łeb idzie nieumiejętność podjęcia decyzji. Rozdwojenie, roztrojenie, „-roz” do entej potęgi, bo pasowałoby jednak postawić na ten jedyny model, a asortyment stale się poszerza. Wszystko jest ładne jak zdjęcia na Instagramie. A w rzeczywistości? Okazuje się, że nie ma w czym wybierać. Bo jakość jest wprost żałosna. Czy kupując płaszcz, naszym priorytetem jest „najważniejszy tej jesieni MODNY” wzór? Czy szukamy tego, który ochroni nas przed chłodem nie tylko przez chwilę?

Antidotum? Wziąć sprawy w swoje ręce. Wszystko co służy nam przez długie lata opiera się na poświęceniu: czy to większych oszczędności (z czym zwykle w parze idzie dobra jakość), czy czasu  (w przypadku ubrań na zdobycie materiału i odszukanie krawcowej), czy nadziei, bo zawsze istnieje ryzyko, że coś nie wyjdzie. Nawet najlepsza krawcowa miewa swoje gorsze dni. Pytanie brzmi: czy chcemy ciepła na lata czy bylejakości?

Wiecie co? Tak naprawdę, czasem wstyd mi za słowo „modny”. Uszyte na miarę naszych czasów.

Dodaj komentarz