Berlin – czyli co warto zobaczyć w 48 godzin

Kiedy masz świadomość, że Twoje wszystkie wakacyjne plany muszą być starannie wyselekcjonowane, tak aby wpasowały się w kilka dni urlopu. Kiedy marzy Ci się wyjazd w góry, nad morze, na słoneczne wybrzeża Hiszpanii i w rodzinne strony, a masz jedynie kilka dni wolnego wiedz, że Cię dopadła. Ona – okrutna dorosłość. 😉

Jako że Szczecin jest mi szczególnie bliski, ponieważ mieszka tam moja rodzina, a jednocześnie szczęśliwym trafem w ubiegły weekend odbywały się Międzynarodowe Pokazy Pirotechniczne – Pyromagic 2016, wsiedliśmy w pociąg i po 5 godzinach znaleźliśmy się w Mieście Magnolii. Fajerwerki tańczące na niebie w rytm muzyki to niesamowite zjawisko, którego nie da się opisać słowami. Po prostu trzeba to zobaczyć. Kilka dni w gronie najbliższych, spacer na najpyszniejsze lody pod słońcem, jednodniowy wypad nad morze i można ruszać…

Kierunek – Berlin

Po niespełna trzech godzinach jesteśmy na miejscu. Pierwszy cel – pozbyć się bagaży. Na szczęście potwierdziły się opinie, które czytałam zanim wybraliśmy się do stolicy Niemiec – Berlin to doskonale skomunikowana stolica. Mapa w dłoń, „koniec języka za przewodnika”  i jesteśmy w hostelu. Niesamowite – podróż na drugi kraniec miasta zajmuje około 40 minut. Strach pomyśleć, gdzie udałoby nam się dotrzeć w tym czasie z punktu A do punktu B będąc w Warszawie… Stan zakwaterowania zadowalający, bagaże zrzucone – czas ruszać na podbój Berlina. Jako że jest godzina 16, jesteśmy troszkę zmęczeni podróżą (a wiadomo, że nic tak nie napełnia kobiety energią jak zakupy, zwłaszcza te udane), nieśmiało sugeruję, że może na wstępie warto się wybrać na Alexanderplatz… Bo tam przecież znajduje się Wieża Telewizyjna, Czerwony Ratusz, Fontanna Przyjaźni i  Zegar Światowy Urania… no i Primark. Jednogłośnie stwierdzamy, że na dziś zwiedzania wystarczy. W tle dźwięczy jeszcze mój głos, że to chyba czas na zakupy. Ostatecznie zakupowy wynik przedstawia się następująco: 4:1. NIE DLA MNIE.

Drugi i właściwie jedyny cały dzień poświęcamy na zwiedzanie. Do życia budzi poranna kawa, podwójne espresso lub cappuccino z cudownie spienionym mlekiem – jak kto woli. Pierwsze kroki kierujemy w stronę Checkpoint Charlie.

DSC_0411

Jedno z najbardziej znanych przejść granicznych pomiędzy NRD, a Berlinem Zachodnim w okresie zimnej wojny. Współcześnie znajduje się tam symboliczny punkt kontroli granicznej. Roześmiani turyści pozują do zdjęć w towarzystwie statystów przebranych w mundury. Nieopodal w zadumie i ciszy czytamy o tych, którzy zginęli podczas próby przedarcia się przez Mur Berliński.

DSC_0416

Mimo że (tak jak wspomniałam wcześniej) Berlin jest świetnie skomunikowany, większość miejsc, które zaplanowaliśmy zwiedzić znajduje się nieopodal siebie. Z tego powodu większość naszej trasy pokonujemy pieszo.

DSC_0420

Po kilku minutach jesteśmy w miejscu, w którym znajduje się jeden z trzech kawałków Muru. 

DSC_0422

Ruszamy dalej! Piękna pogoda, choć temperatura bardziej przypomina o nadchodzącym wrześniu niż połowie (upalnego?!) sierpnia. Spacerem podążamy w kierunku Placu Poczdamskiego – jednego z największych i najbardziej ruchliwych placów w centralnym Berlinie.

1

Podobno Potsdamer Platz to miejsce, w którym skupia się kulturalno – rozrywkowe życie berlińczyków. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów na placu jest główna europejska siedziba Sony Center. Ale zanim Sony Center, jedno ujęcie na tle Bahn Tower.

DSC_0531

DSC_0468

Łapiemy oddech wśród kompleksu wartego ponad 800 milionów dolarów (taka suma przyprawia wprost o zawroty głowy!) i udajemy się w kierunku Pomnika Pomordowanych Żydów Europy. Idziemy przez park, ludzie wygrzewają się na trawie, popijają piwo (ku naszemu zdziwieniu w Niemczech picie alkoholu w miejscach publicznych jest dozwolone), ktoś biegnie, mijają nas wycieczki rowerowe…

DSC_0481

Naszym oczom ukazuje się 2711 betonowych steli. Mają upamiętniać zagładę Żydów podczas II wojny światowej… Tymczasem grupy roześmianych turystów skaczą po blokach, co niektórzy pozują do rodzinnych zdjęć. Najpewniej za chwilę opublikują je na Facebooku, a może Instagramie. Tylko po co chwalić się brakiem rozumu?

DSC_0503

Kilka kroków i jesteśmy na Placu Paryskim. Parisier Platz – a na nim setki turystów pozujących na tle Bramy Brandenburskiej. Trochę w prawo, lekkie wygięcie, do przodu – no! Już mamy zdjęcie!  Idziemy dalej.  Przed nami gmach Reichstagu i kilometrowe kolejki, w których turyści wytrwale oczekują na wejście do kopuły Bundestagu. A że my z natury cierpliwi nie jesteśmy, postanawiamy wsiąść do autobusu nr 100. Przez szybę widzimy Zamek Bellevue i Ogród Zoologiczny. Koniec podróży, czas na obiad. Idąc w kierunku KaDeWe mijamy kolejne budki, które krzyczą „WURST 2,50 €”. Być w Niemczech i nie spróbować kiełbasek w przyprawie curry, to tak jak być w Paryżu i nie zobaczyć Wieży Eiffla.

IMG_0318

Najedzeni – to szczęśliwi. Zaglądamy do KaDeWe. Zahipnotyzowana podziwiam witryny sklepowe i widniejące na nich najnowsze kolekcje wielkich projektantów. Czas się obudzić! Niestety marzenia nadal pozostają marzeniami, a my ruszamy w stronę Dworca ZOO. Później przemieszczamy się metrem w (dla mnie) bliżej nieokreślone strony. Muszę przyznać, że mapa to mój wróg numer 1. Gromadząc materiały do pracy licencjackiej przeczytałam, że „kobiety mają znacznie słabszą orientację w terenie niż mężczyźni”. Rzeczywistość pokazała, że jestem książkowym przykładem. 

DSC_0588

Niestety nie zapamiętałam nazw wszystkich miejsc, które mijaliśmy po drodze. Zaglądaliśmy tam, gdzie zwabiła nas piękna muzyka ulicznych grajków lub tłumy zaciekawionych turystów. 

DSC_0391

Swoją wyprawę zakończyliśmy na Placu Aleksandra. Jako że „zakupowe szaleństwo” pozostawiło we mnie niedosyt, postanowiłam zajrzeć do drogerii DM. Moim oczom ukazały się ulubione perfumy mojej mamy, które w Polsce są już niedostępne, a ich cena online prawie trzykrotnie przekracza niemiecką. Czy może być piękniejsze zakończenie dnia niż wyobrażenie uśmiechu szczęśliwej mamy? 🙂

Dodaj komentarz